Nieosiągalny stan zera

On in Articles, Thoughts by Krzysztof Rusnarczyk

This is a copy of article from Polish version of website. Read it here: Nieosiągalny stan zera.


Pracujesz 2 razy więcej niż inni, a mimo to wciąż toniesz. Często odmawiasz sobie chwili rozrywki, książki lub wieczoru na mieście by dokończyć kilka kolejnych spraw. Nie możesz zasnąć, bo z tyłu głowy siedzi coś nierozwiązanego, a pomimo tej ciągłej pracy zadań wcale nie ubywa... Witam w jaskini bez dna, w piekle codzienności. Witam Cię pracoholiku-perfekcjonisto.

Przykładów takich jak wyżej mógłbym wymienić znacznie więcej:

  1. W czasie choroby pracujesz trochę mniej, ale jednak wciąż tyle co ludzie na etacie.
  2. Toniesz w notatkach i nieskończonej liście todosów.
  3. Priorytetyzujesz wszystko. Nawet lunch i starcie kurzu z monitora.
  4. Tworzysz sobie specjalne dni na uporządkowanie spraw i rozpisanie kalendarza.
  5. Kiedy zdarzy Ci się nic nie robić (bo np. zapiłeś i masz kaca) masz wyrzuty sumienia.
  6. Zakładasz sobie wykonanie w danym tygodniu do wykonania niemożliwie dużą ilość zadań, po czym wykonujesz 80% i pozostałe 20% przerzucasz na następny tydzień.

Ciężkie jest życie pracoholika-perfekcjonisty. Zawsze jest coś do zrobienia. Zawsze jest coś do dodania. Zawsze jest coś do poprawienia. Nigdy człowiek nie jest w stanie wykonać wszystkie co sobie założy. Więcej rzeczy jest dodawane niż jest faktyczne wykonywane.

Często też sprawy, które chciałbyś zrealizować muszą zostać odsunięte przez sprawy przyziemne oraz bardziej priorytetowe, które pojawiły się nagle i nie masz na nie wpływu.

Mój Evernote tonie w notatkach (ale uporządkowanych zaznaczam). Mam tam zapisane pomysły nawet sprzed 2 lat. Prace do wrzucenia wykonane w 2013. Miejsca, które chciałbym zwiedzić, a zamiast zwiedzać to dopisuję kolejne. Nowe projekty czekające na start oraz projekty zastopowane od miesięcy. Tutaj chciałbym podziękować Evernote za świetny software do zarządzania informacją oraz za przypominanie mi o tym, ile jeszcze mam do zrobienia i przez co jestem smutny, i niezadowolony.

Dlatego od pewnego czasu zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle stan zero jest osiągalny. Czy da się załatwić wszystkie sprawy, zrealizować wszystkie swoje projekty i zakończyć wszystkie prace (oczywiście jest to pewne uproszczenie, bo zawsze jest coś do zrobienia w aspekcie spełnienia podstawowych funkcji życiowych)? Czy można z czystym umysłem móc zacząć coś nowego bez żadnych innych dystrakcji? Czy można usiąść z herbatką w ogródku nie musząc martwić się o cokolwiek?

Brzmi jak utopia. A może się mylę i są na świecie osoby, które absolutnie nic nie mają do roboty i się nie samorealizują, ale w takim razie jaki jest cel i sens ich życia? Chyba, że dla kogoś egzystencja jest celem... Offtop, nieważne. Dochodzę do wniosku, że jest to po prostu stały proces, który kończy się z chwilą śmierci. Brzmi okrutnie, ale jednocześnie daje do myślenia. Zastanówcie się, ile pomysłów nie zobaczyło nigdy światła dziennego, bo komuś nie starczyło czasu na ich realizację. Wśród nich mogło być wiele perełek.

Wybaczcie, że kończę tak pesymistycznie, ale nie mam czasu tworzyć happy endingu. Kolejne zadania czekają na realizację!

Pomysł na ten artykuł powstał w mojej głowie ponad pół roku temu.